Mój czas należy do mnie

To moje najcenniejsze dobro.

Oglądaliście film ‚In Time’ (w Polsce Wyścig z czasem)? To wizja świata, w którym ludzie nie umierają ze starości, jeśli tylko zdobędą wystarczającą ilość czasu. Świat, w którym oficjalną i nieoficjalną walutą jest czas. Tylko pozornie film jest futurystyczny. Już teraz naszą walutą jest czas, jedno z niewielu dóbr gdzie naprawdę sprawdza się reguła rzadkości i ograniczonych zasobów. Nie można go zwiększyć, zdobyć ani kupić. I marnujemy go wręcz nieprawdopodobnie :)

Włącznie ze mną samą. Dzisiaj parę przemyśleń, które gdzieś po głowie mi krążą od dłuższej chwili.

…naprawdę?

Cały świat wokół mnie ? rodzina, znajomi, przyjaciele, klienci (ci w szczególności!), pracodawcy, ba nawet bank ? każdy zabiera ode mnie kawałek bezcennego dobra. Albo ja im oddaję ‚za bezcen’. Niby nie mam obowiązku poświęcać go dla innych, lecz nie da się żyć w społeczeństwie lub utrzymać w nim bez poświęcenia chociaż odrobiny czasu. Nawet bardzo bogaci ludzie poświęcają czas na swój majątek, chociażby na delegowanie czynności na które nie chcą poświęcać… czasu. Miliony rodaków na etatach swój czas traktują jak walutę, poświęcają 1/3 doby, pięć razy w tygodniu. Czasem i więcej, jeśli policzyć także dojazdy, nadgodziny, choroby i wszystko inne związane z pracą.

Sprzedajemy swój czas innym, albo innym pozwalamy go zabierać. Czy nam się to opłaca tak naprawdę? Czy potem nie żałujemy go, zmarnowanego bezpowrotnie?

Dyktatura pociotek

Uczę się dbać o własny czas. Ciężka lekcja, mimo wszystko. Zrobić selekcję, na co go poświęcam, starając się upchnąć w dobie to, co mi służy, co jest potrzebne, co sprawia przyjemność i przespać w międzyczasie przynajmniej połowę nocy. Czasem wydaje się niewykonalne. Ale czas jest cenny, coraz cenniejszy. Tym cenniejszy im bardziej uświadamiam sobie, jak na moje życie wpływało odkładanie gdzieś na przyszłość realizacji celów. Teraz boli. Bo gdybym zrobiła coś dwa lata temu przez godzinę, to teraz nie musiałabym nad tym siedzieć tydzień. Mnóstwo drobiazgów nagle stało się czasochłonne, albo sprawy i ludzie trochę bardziej dla mnie ważne starają się okradać mnie z mojego czasu.

Najzabawniejsze sytuacje są w oczach osób ze starszego od mojego pokolenia. W ich oczach marnuję czas (W twoim wieku wychowywałam dwójkę dzieci, etc.), niczego nie osiągnęłam (Jak to nie masz samochodu? Bidula, tak kiepsko zarabiasz? Koniecznie musisz sobie znaleźć faceta z dobrym autem…), i nie osiągnę (No kiedy zdasz ten egzamin? Ciągle go odwlekasz, jak z językiem…). Wartościują w swoich oczach mój wiek, patrzą na moje otoczenie i dochodzą do wniosku, że zmarnowałam młodość…

Zachowują się tak, jakby mogli decydować o tym, co ja zrobię z moim czasem ? walka z tym, mijanki ? to w ogóle nie powinno mieć miejsca. Co gorsza, kiedy dochodzi mimo wszystko do konfrontacji, ja marnuję czas na wyjście z niej lub skrócenie do minimum. Wiele tego rodzaju zachowań i uwag jest podyktowane życzliwością, ale część nie. Obojętnie, bez względu na motyw, nikt nie ma prawa ustawiać mi życia lub go wartościować dopóki mu na to sama nie pozwolę. Ale i tak nieraz marnuję na nich czas, bo inaczej zmarnowałabym jeszcze więcej żyjąc wg ich zaleceń, albo co gorsza spierając się, czyje są lepsze…

Bezcenny

Nikt mi czasu nie zwróci. Nie zarobi go dla mnie, nie odziedziczę jak w filmie. Nawet ci, których serdecznie lubię i cenię, umieją bezpowrotnie zabrać i zmarnować mój czas.

Chyba czas najwyższy mocniej przycisnąć temat. Wszyscy gonimy w jakimś sensie za dobrem wymienialnym na inne ? pieniędzmi, szkoda że pieniędzmi nie kupimy sobie czasu. Trzeba popracować nad wydajnością, by mniej przejmować się stratami i móc spokojniej celebrować cenne chwile. To ja odpowiadam za to, co będę myślała na temat tego roku za pięć lat.

A aktualne myśli o minionej dekadzie wcale mi się nie podobają. Trwoniłam czas bez sensu… na pracę, która mi się nie podobała. Relacje ze współpracownikami, których najchętniej zrzuciłabym z najbliższego mostu. Wkładałam wysiłek w rzeczy, które wcale nie procentowały albo miały niewielki zwrot. Takie szare życie niezadowolonego do końca człowieka. Czekałam na jakiś przełom, jakbym miała wizję w głowie momentu, od którego nagle wszystko zmieni się na plus i moje problemy rozwiążą się i odczuję wielką ulgę. I nie pożałuję czasu spędzonego na to, by do tego momentu dojść.

Taki moment nie nadszedł. Albo nadszedł moment, po którym się spodziewałam, że nastąpi jakiś przełom i nie nastąpił. Bo problemem jest tylko moje odczuwanie czasu, sensu i celu tego czasu, który w jakiś sposób wykorzystałam.

Słonko świeci mocno…

Refleksje naszły mnie nie przez depresję jesienną ;) Słonko za oknem świeci mocno. Mnóstwo rzeczy działo się przez ostatnie miesiące, kiedy tu nie pisałam. Sporo się zmieniło, głównie na lepsze, dzięki poświęceniu czasu kradnąc go z przeznaczonego na inne sprawy – tylko jakoś oczekiwany przełom nie nastąpił. Gorzej, odkryłam że nie tylko nie ma przełomu w mojej głowie (mentalnie nadal tkwię gdzieś parę miesięcy wcześniej zanim udało mi się zapiąć wszystko na ostatni guzik), ale nawet tej radości czy zadowolenia z pomyślnego zakończenia kilku ważnych, wieloletnich projektów nie ma. Ała.

5 Responses to Mój czas należy do mnie
  1. Generation Odpowiedz

    „Gorzej, odkryłam że nie tylko nie ma przełomu w mojej głowie” Ponieważ ludzie tak naprawdę się nie zmieniają. To tak jak z wyglądem, ktoś się rodzi ładny albo brzydki, niewiele można zdziałać siłą woli, nie da się zmienić rysów. Za charakter, osobowość, moralność, talenty odpowiada mózg i są to cechy wrodzone, dlatego jednym przychodzi wszystko łatwo inni choćby nie wiem ile się napracowali to efekty będą mizerne. Wmawia się nam że „każdy jest kowalem swego losu” ale większość z tego tak naprawdę zależy od genów. Masz talent do czegoś albo nie. Masz inteligencje albo nie. Masz chęć się uczyć albo nie masz, twój mózg tego nie lubi i co mu zrobisz? Geny. Aczkolwiek bardzo trudno nam to zaakceptować i ciągle szukamy jakichś bocznych furtek, chcemy się zmieniać na lepsze, no cóż może komuś się to uda, ale ja już nie wierze w zmiany, życie mnie nauczyło że jaki kto był taki już będzie, trzeba się rządzić tym co się dostało od matki natury i byle nie było gorzej bo lepiej na pewno nie będzie.

  2. dan_daki Odpowiedz

    Brak radości i zadowolenia to raczej skutek przemęczenia, niż poczucia straconego czasu ;)
    Jeśli nie boisz się starcia z fizyką, polecam lekturę tego wywiadu: http://www.polityka.pl/nauka/natura/1519346,1,dlaczego-czas-jest-zludzeniem.read ;)

    @Generation – a moim zdaniem nie masz racji :P znam kilka osób, które, postawione w patowej sytuacji, całkowicie się zmieniły. Ludzie z czasem się właśnie zmieniają, bo są starsi, mądrzejsi, bogatsi w doświadczenia. Trzeba tylko chcieć i wiedzieć PO CO. Ja z dzisiaj to zupełnie inna ja niż np. w liceum. Ba, jakbym się cofnęła w czasie, to strzeliłabym tamtej sobie prosto w twarz ;) czytam stare notki na moim starym blogu i zastanawiam się, co też mi w głowie wtedy siedziało? Pozdrawiam!

  3. Biedny Ojciec Odpowiedz

    Bardzo trafne spostrzeżenia. Mi często zdarza się, że jestem zły na siebie, bo w danej sytuacji ewidentnie tracę czas (np. idąc gdzieś zauważam że mógłbym tam pójść jutro lub pojutrze i załatwić od razu dwie sprawy). Dla oszczędności czasu przeprowadziłem się tuż obok miejsca pracy. To mi dużo daje, ale wciąż tracę czas „gdzie indziej”.

  4. Hiacynt Odpowiedz

    Ale nie da się żyć idealnie. Nie można żyć z ciągłą myślą że gdzieś straciłem czas, a gdzieś mogłem go zyskać więcej. Nie twórzmy sami problemów. Ja wyznaję zasadę, że czas zawsze biegnie dla każdego równocześnie. Nie ma czegoś takiego jak oszczędność czasu. Czas nie jest dobrem rzadkim, bo nie można go kupić. Nikt nie sprzeda nam swojego czasu nawet za fortunę, bo nie ma takiej możliwości. Więc nie ma sensu postrzeganie czasu w formie towaru, dobra. Czy bogaty czy biedny – czas leci im tak samo. Warto natomiast skupić się na tym jak wykorzystać ten czas. Warto wg mnie stracić dużo czasu na pracę, na osiąganie swoich celów, aby poczuć sie szczęsliwym.

  5. Lea Odpowiedz

    Bardzo rozsądny punkt widzenia!



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


6 × = trzydzieści

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przeczytaj poprzedni wpis:
Kiedy zaczyna się urlop macierzyński? Nowe zasady od czerwca 2013!

Niejedna przyszła mama, a nawet obecna, głowi się nad odpowiedzią na pytanie: Kiedy właściwie zaczyna się urlop macierzyński? Czy mogę...

Zamknij