Oprogramowanie w firmie – pakiet biurowy

Niewielu początkujących przedsiębiorców zdaje sobie sprawę, że regularnie łamie prawo używając tych samych programów w prowadzonej firmie, jak wcześniej jako osoba prywatna. Większość programów ma jakiś określony rodzaj licencji. O co dokładniej chodzi? Na przykładzie np. popularny program anwyrisowy Avira jest darmowy wyłącznie do niekomercyjnego zastosowania, wykorzystując go w swojej firmie powinniśmy mieć wykupioną licencję. Korzystając bezpłatnie łamiemy po prostu prawo.

Pułapki dostępności pewnych rozwiązań i brak wiedzy mogą spowodować problemy. Dodatkowo, kupując różnego rodzaju zagraniczne oprogramowanie, wtyczki, licencje w formie elektronicznej musimy rozliczyć tzw. import usług. Brzmi niefajnie, bowiem oznacza to doliczanie do każdej zakupionej licencji 23% podatku VAT w Polsce. O ile vatowiec od razu sobie to odliczy i ten VAT dla niego będzie neutralny, to nievatowiec zapłaci podatek i będzie zmuszony złożyć VAT-9M.

Oba problemy – opodatkowanie importu usług czy legalność danego oprogramowania można znacznie ograniczyć stosując powszechnie dostępne i bezpłatne do rozwiązań komercyjnych oprogramowanie. Przyzwyczajeni do Office’a, okienek, aplikacji podanych na tacy, nawet nie zastanowimy się nad możliwością wymiany.

Nie przekoloryzuję pisząc, iż dla wielu przeciętnych młodych przedsiębiorców komputer to taka droższa maszyna do pisania, wysyłania listów, przeglądania reklam (chociażby walutomatu od dziś ;) ), dostępu do mediów (pliki muzyczne, oglądanie filmów, youtube, przeglądanie prezentacji). Nierzadko nie korzystamy ze specjalistycznego oprogramowania (nie mówię tu o komputerach w miejscu sprzedaży tylko o tych używanych do codziennej biurowej pracy). Osoby korzystające z dedykowanych rozwiązań bardziej interesują się tematyką niejako z konieczności i umieją optymalizować tą dziedzinę, przynajmniej w teorii.

No dobrze, co jeśli jesteśmy przeciętnym Kowalskim – przedsiębiorcą? Najpopularniejsze rozwiązane to Open Office czyli darmowy pakiet biurowy nawet do zastosowań komercyjnych. Pracuję na nim już chyba 6 czy 7 rok, u siebie na prywatnym sprzęcie także używam, naturalnie występuje w różnych odmianach językowych i co najważniejsze nie różni się bardzo od wersji Microsoft – mowa tu w szczególności o starszych wersjach pakietu okienkowego. Obecnie testuję podobieństwo OO z Libre, czyli odpowiednikiem OO na Linuxie. Naprawdę, trzeba mieć spore wymagania by te pakiety przestały spełniać oczekiwania. OO można zainstalować na dowolnej ilości komputerów, odnawiać milion razy za darmo. Czy można to powiedzieć o produkcie giganta z Redmond – zdecydowanie nie. Ciągłe płacenie, nawet niewielkiej kwoty za licencje, zbierze się wreszcie na sporą sumę (prywatni użytkownicy często nie trafiają na różne oferty biznesowe na pakiety biurowe). O OO napisano przez lata sporo, nie ma sensu bym dodatkowo wychwalała albo zrażała pisząc o wadach, bo każdy pakiet je ma.

Na rynku istnieją inne bezpłatne pakiety biurowe, głównie oparte na w/w (chociażby Lotus). Wielkiego wyboru nie ma tak naprawdę, ale też nie jest specjalnie potrzebny.

Podstawową wadą, którą należy wziąć pod uwagę wybierając mniej znane oprogramowanie od MO czy OO, to mniej rozbudowana pomoc. Mniej użytkowników = mniej osób rozwiązujących problemy. Sieć zawiera również mniej treści na dany temat, co niekoniecznie musi być wadą bo wtedy mamy też większą możliwość znalezienie istniejącego rozwiązania, które opisano niż w przypadku miliardów stron powstałych w oparciu o MO.

Dokumenty google czyli praca w chmurze – niestety w wielu kwestiach te edytory są daleko w tyle za niechmurkową konkurencją, ale do bieżącej edycji i podglądu prostych dokumentów powinny wystarczyć. Nie ma problemu również z zaimportowaniem do systemu stacjonarnego dokumentów googlowskich, albo w drugą stronę. Google sprawdza się w przypadkach gdy pracujemy w kilku miejscach z dostępem do internetu i gubimy się w wersjach plików. Można też mieć na bieżąco kopię opracowywanych dokumentów i wykorzystać ten system do tworzenia kopii zapasowych niezależnych od jakiejkolwiek awarii sprzętu czy systemu operacyjnego na którym pracujemy. Jeśli mamy w smartfonie połączenie z internetem, także taki system może okazać się przydatny – niejednokrotnie już korzystałam z danych umieszczonych w google, będąc gdzieś poza biurem. Naprawdę przydatne. Nawet taki szczególik, jak możliwość wpisania kolejnego potencjalnego wydatku do arkusza i sprawdzenia jak wpłynie na podatek dochodowy w różnych konstelacjach…

Z pełną premedytacją nie zamierzam tu opisywać szczegółów pakietów ani nie poruszam tematu systemów operacyjnych. Nawołuję tylko do chwili zastanowienia przed podjęciem decyzji, nasze przyzwyczajenia do Microsoftu abo ściągania wszystkiego jak leci z internetu, może mieć zgubny wpływ. Na zakończenie i osłodę dodam, że organy podatkowe mogą sprawdzić legalność naszego oprogramowania na każdym sprzęcie firmowym…



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


4 + trzy =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przeczytaj poprzedni wpis:
Być albo nie być vatowcem

Pierwsza wersja artykułu pojawiła się na moim prywatnym blogu. Ze względu na jego niesłabnącą popularność zdecydowałam się opisać temat od...

Zamknij