Przejście z etatu na działalność gospodarczą (1) – wpływ to nie dochód

Temat ważny i nieuświadamiany przez wielu nowych przedsiębiorców i tzw. samozatrudnionych – płynność środków i płatności publicznoprawne całkowicie potrafią odmienić nasz portfel i myślenie o nim. Łatwo wpaść tu w pułapkę, której wiele osób, uprzednio zatrudnionych na etacie lub z innego źródła otrzymujących regularne dochody w kwotach po wszystkich potrąceniach, sobie nie uświadamia.

Przedsiębiorca wykazujący sprzedaż – nawet jeśli nie otrzymał jeszcze pieniędzy lub nawet nie ma co się ich spodziewać w najbliższym czasie – musi zapłacić podatki za dany okres. Musi płacić składki ZUS nawet wtedy gdy nie zarabia. To jest negatywna strona prowadzenia działalności, ale i szeroko znana. Różnica ta jest często podkreślana w różnych porównaniach zalet i wad etatu i samozatrudnienia i własnej firmy.

Oprócz niewątpliwie w/w wady, istnieje pewna kwestia stanowiąca pułapkę w szczególności na początkującego przedsiębiorcę, który oddaje rozliczenia do biura rachunkowego lub nie ma większego obeznania o płatnościach do dokonania na podstawie własnych dokumentów.

To, co pomijają często poradniki, porównania, to fakt iż przedsiębiorca otrzymuje kwotę brutto. Niby fakt oczywisty. Gdzie tu pułapka? Jest bardzo prosta, załóżmy że wykonanie jakiegoś projektu to kwota 10 tys. zł netto plus 23% podatku VAT. Razem 12 300zł, tyle wpływa nam na rachunek bankowy. Imponująca kwota? Zapewne dla wielu przeciętnie zarabiających pracowników na etacie tak.

Szczególnie początkujący mają tendencję do traktowania wpływów jak swoich dochodów. Bez żadnych kosztów podatkowych, faktur zakupowych, zwolnień z ZUS, od tej kwoty należałoby zapłacić co najmniej:
– 2 300 VAT
– 1460 podatek dochodowy (nie odliczając kwoty wolnej już)
– 924 pełne składki ZUS
12 300 minus 4684 zostaje ‚na rękę’ 7 616. Znacznie, znacznie mniej od kwoty leżącej na koncie. A kwota może być też mniejsza, jeśli np. zapłacimy w kolejnym miesiącu składki, a nie w miesiącu w którym zarobiliśmy kwotę 12 300 brutto.


Pułapka dostępności tych pieniędzy jest nieprzyjemna, z braku lepszego wyrażenia. Widzimy 12 300 jako swój dochód i nagle księgowa stawia nas pod ścianą, że za chwilę bez mała ponad 1/3 musimy oddać… Boli. Trochę mniej jeśli już mamy te pieniądze, dużo bardziej jeśli jeszcze ich nie mamy. Kredytujemy wtedy kontrahentów i Państwo. Znam przedsiębiorców, którzy zapożyczają się, by zapłacić daniny nie tylko przed złożeniem zeznania rocznego (tzw. kredyt na pit), ale tylko dlatego że mają problemy z płynnością i za swoją sprzedaż jeszcze nie otrzymali fizycznie pieniędzy.

Dlatego decydując się na prowadzenie działalności gospodarczej należy mieć bezwzwględną świadomość swojego budżetu i płatności różnych danin publicznych wynikających z samego faktu sprzedaży! Inaczej możemy zwyczajnie upaść.

Oddawanie Państwu ciężko wypracowanych wpływów nie należy do radosnych stron prowadzenia działalności. Mnie samą przy płatności składek lub podatków ‚coś trafia’, mimo że optymalizuję opodatkowanie jak tylko mogę.

Pozbycie się tych kwot jest uświadamiające. Zaczynamy widzieć, ile z naszych zarobków oddajemy do budżetu, i co dostajemy w zamian (problemy i utrudnienia, piętrzące się bzdury administracyjne, wszechwładzę niektórych urzędników, próby oskubania firmy ze wszystkich stron). Większość pracowników etatowych, wykonawców zleceń, emerytów i rencistów w społeczeństwie ma niebagatelny wpływ na aktualny porządek spraw i utrzymanie rządzących w Państwie. Jakie dopiero pułapki by na nas czekały, gdyby tak każdy z nas musiał sam opłacić wszystkie publiczne daniny z osiągniętych wpływów?

2 Responses to Przejście z etatu na działalność gospodarczą (1) – wpływ to nie dochód
  1. Studencki Portfel Odpowiedz

    Dokładnie tak, ostatnio byłem własnie w urzędzie i dowiedziałem się dużo ciekawych rzeczy, szkoda że z każdym słowem Moja kwota malała…

  2. Moja przyszła emerytura Odpowiedz

    Z jednej strony jest tu pułapka myślenia o swoich przychodach jako zysku. Jeśli ktoś jest mniej biegły w takich subtelnościach, może odnieść wrażenie, że zarabia więcej niż rzeczywiście zarabia. Moim zdaniem każdy mały przedsiębiorca powinien spróbować od czasu do czasu doprowadzić swoje wpływy do postaci „etatowej”, zysku „do kieszeni”. Poza ponoszeniem wielu kosztów (np. ZUS) bezpośrednio, utrudnia to też zmienność zarobków z miesiąca na miesiąc.

    Potem zdarzają się się rozmowy między etatowcem i samozatrudnionym, które przypominają komunikację ślepego z głuchym. Etatowcowi może się wydawać, że źle zarabia przy zarobkach 3000PLN netto w momencie, gdy przedsiębiorca wyciąga rachunki za swoje usługi na dużo wyższe kwoty. Tylko że są to dwie kompletnie inne wartości.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


5 − = jeden

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przeczytaj poprzedni wpis:
Firmowy rachunek bankowy – za i przeciw

Nie tylko banki lubią kosić, a najlepiej tych, co nie powstaną przyciśnięci opłatami, a nawet jeśli, ich głos nie będzie...

Zamknij